Wypad na pomorze

Ten wpis będzie inny jak poprzedni. Trochę relacja w wyjazdu trochę życiowych przemyśleń. Jak to u mnie.

W miniony weekend pojechałem do rodzinki na 25 lecie ślubu kuzynów. Rodzinka mieszka w niewielkiej miejscowości koło Gdyni. Rodzinka to duże słowo ponieważ nawet jakbym chciał Wam napisać jak jesteśmy spokrewnieni to zajęło by to dużo czasu i zasobów. Wiadomo… z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu i to jeszcze trzeba stanąć po środku żeby Cię nie wycięli. Z tą rodzinką akurat mam rewelacyjny kontakt w przeciwieństwie do najbliższej rodziny która mieszka bliżej Warszawy. O tym kiedy indziej.

Piątek miałem wolne, więc wstałem o 5 i koło 6 miałem już spakowane auto i jechałem Wisłostradą. Wolę jeździć autostrada do trójmiasta, ale nigdzie mi się nie spieszyło, a stara 7 poza 70 km odcinkiem od Płońska do Nidzicy jest ekspresówką, a do tego bliżej i nie trzeba płacić za autostradę, a na dodatek auto mniej pali. Coś na starość robię się oszczędny ;). Trasa minęła spokojnie w słońcu przy cicho grającym radiu.

Miałem plan trochę się przespać przed imprezką, ale niestety nie udało się. Imprezka zaczęła się o 18, na początek szampan, później trochę whisky, na koniec jeszcze więcej whisky i trochę tańców. Przed 2 w nocy wróciliśmy do domu do kuzynów, posiedzieliśmy, powspominaliśmy wydarzenia ostatniej nocy, wypiliśmy jeszcze więcej whisky i poszliśmy spać.

Kolejny dzień był mega leniwy. Dużo piłem, bo mimo tego, że piłem całą noc jakoś chciało mi się pić. Pogoda była piękna, a że rodzinka ma piękny ogród to zaległem na leżaku. I tak przesiedziałem prawie cały dzień z krótkimi przerwami na jedzenie. Nie było to fit jedzenie. Na koniec dnia znowu trochę Jacka Danielska i jakoś tak zleciało. Ponieważ lubię się opalać, więc trochę słońce mnie wzięło, a że leżałem na leżaku, więc klata opalona, a plecy białe. Tego dnia specjalnie dużo nie piłem żeby kolejnego wreszcie zobaczyć morze. Tak blisko, a tak daleko.

Byłem nad morzem, a nad morze nie tego dnia nie dotarłem. Jestem już stary trochę wypiję alko to na drugi dzień nie wsiadam za kierownicę. Taką mam zasadę. U rodzinki mam dwie kuzynki. Jedna ma 24 lata, a druga 19, ale niestety żadna z nich nie jest skora na spacer po plaży ze starym wujkiem. Czasem zdarza się, że pojadę z nimi nad morze, ale one robią sobie kilka selfie i wracamy. Starsi kuzyni też domatorzy i ciężko się od nich wyrwać samemu gdziekolwiek. Tak już tam jest. Ciężko czasem to zrozumieć i zmienić.

Kolejnego dnia miałem postanowienie że muszę chociaż na chwilę pojechać przywitać się morzem. Znowu spędziłem pół dnia na leżaku, ale już większość w cieniu. Po obiedzie namówiłem młodszą kuzynkę z chłopakiem na wypad nad morze. Wreszcie! Nawet wzięła od rodziców samochód i pojechaliśmy. Ja wolałbym pojechać na Hel, ale ona wybrała oddalona o 10 km miejscowość Mechelinki. To zatoka Pucka, a nie morze, ale już nie będę się wybredny. Zaparkowaliśmy auto i scenariusz był mi znany. Poszliśmy na molo, zrobiła sobie kilka selfiaków z chłopakiem i do domu, bo głodna.

Wieczór spędziliśmy przy ognisku piekąc kiełbaski i popijając piwko, a później zwyczajnie korzystaliśmy z pięknego letniego wieczoru w ogrodzie.

Ponieważ na poniedziałek wziąłem urlop, więc nie spiesznie zjadłem śniadanie, później znowu chillout na ogrodzie i koło 12 powrót do Warszawy. Zastanawiałem się czy jechać A1 czy „siódemką”, ale wygrała siódemka i ekonomia. Trasa zajęła mi 5,5, ale około pół godziny straciłem na stacji i w kolejce po kawę.

Jak każdy wyjazd do tej rodzinki zaliczam do bardzo udanych. Akumulatory naładowane. Można działać dalej.

komentarze 2

Leave a Reply