Trening. Przyjemność czy obowiązek?

Czy trening to przyjemność czy przykry obowiązek?

Dla mnie trening to przede wszystkim przyjemność. Mimo zmęczenia po pracy pakuję torbę i zbieram się na trening. Nie powiem. Teraz gdy za oknem ciemno i zimno perspektywa zostania pod kocykiem z kubkiem herbaty i książką jest bardzo kusząca. Nawet jak mam trudny dzień w pracy, gdy wracam zmęczony w korkach to chwilę odpoczywam w domu i jadę robić swoje. Wiem, że po treningu mimo zmęczenia pracą będę naładowany pozytywną energia i endorfinami.

Zazwyczaj nie chce mi się do wejścia na rozgrzewkę. Zakładam słuchawki, włączam moją treningową playlistę na Spotify w telefonie i robią swoje. W słuchawkach gra rap albo rock. Od tego momentu już mi się chce. U mnie jako rozgrzewka jest to 5-6 minut na bieżni, orbitreku lub rowerku. Kilka minut dla rozgrzania organizmu. Treningi przed którymi nie zrobiłem rozgrzewki można policzyć na palach jednej ręki. Serce zaczyna mocniej bić, endorfiny zaczynają buzować. Później przechodzę do treningu siłowego. Muzyka gra i robię swoje. Często nie zwracam uwagi na osoby trenujące obok. Ja wygram czy żelastwo? Czy dziś będzie pobity rekord osobisty czy wygra grawitacja. Czasem wygrywam ja, a czasem grawitacja. Ciężary które podczas poprzedniego treningu latały dziś są jakieś cięższe lub na odwrót. To jest mój świat i mój czas. Godzina tylko dla mnie. Po treningi siłowym jeszcze cardio. 20-30 minut spaceru pod górkę na bieżni, schody, albo rowerek. Podczas cardio zazwyczaj przeglądam Instagram, wrzucam nowy post albo oglądam coś na YouTube. Po takim treningu szybki prysznic i jadę do domu. Czasem pije szejka proteinowego i biorę kreatynę, a czasem zapominam. W domu jem kolację. Czuję się zadowolony i pełen energii mimo, że przecież wykonałem ciężką pracę fizyczną.

Cały trening zajmuje mi to sporo czasu, bo czasem ponad dwie godziny, ale ja zwyczajnie to lubię. Nie myślę. że mi się nie chce. Zwyczajnie to robię. To jest jak poranna toaleta. Po prostu automat. Lubię walkę z samym sobą i z żelastwem. Ciesze się jak uda się zrobić progres siłowy i wkurzam się jak nie ma siły. Kocham to uczucie po treningu. Te buzujące endorfiny i poczucie zadowolenia i spełnienia. Nie zrozumie tego ten kto nigdy nie trenował. Dla większości sport to zmęczenie i ciężka praca, a przyjemność to leżenie przed TV. Dla tych co trenują na odwrót.

Być może jakbym liczył każde ziarenko ryżu i kurczaka, nie popełniał błędów na początku mojej przygody z siłownią, regularnie się badał wyglądałbym dużo lepiej. Z siłownią jest tak, że trzeba zakochać się w procesie, a nie w efekcie końcowym. Efektu końcowego tutaj nie ma. Zawsze znajdę coś do poprawy. Na masie będę myślał, że jesteśmy za gruby i brzuch mi odstaje mimo, że na porannym chceckform przed lustrem wydawało nam się, że jest ok, a na redukcji mimo tego, że będę wyglądał jak suchar znajdę gdzieś za dużo tłuszczu gdzie można by jeszcze zredukować mimo, że waga pokazuje poniżej 60 kg chłopa.

Moja przygoda z treningiem siłowym trwa już około pięciu lat i dopóki będę mógł będę trenował. Będę na masie, na redukcji i tak w kółko. Będę brał suplementy mimo, że niektórzy będą mi mówić, że to nie działa. Będę redukował gdy będą mówić, że już starczy i będę robił masę. Będę cały czas próbował nowych ćwiczeń i systemów treningowych, bo tak jak pisałem wyżej po prostu to lubię i daje mi to dużo zadowolenia i spełnienia. Będę bawił się tym procesem. Cały czas będę się szkolił w tym temacie chociaż nie zamierzam być trenerem.
Pewnie nigdy nie zbuduje wymarzonej sylwetki, ale po prostu zakochałem się w procesie i nie dążę do efektu końcowego gdyż on nie istnieje. To jak z jazdą na motocyklu. Tutaj droga jest celem.

Zgadzacie się ze mną czy macie inne podejście do trenowania? A może jesteście w tej grupie której sport nie sprawia Wam przyjemności?

komentarze 4

  • Agusiak

    Miłość do procesu to gwarancja, że przyjemność, radocha i ochota nigdy nie miną…miłość do procesu to nie chwilowa zajawka…bo to prawdziwe…nasze….I jakbym czytała o sobie 😊😊😊

    • bart

      Hej siostra :). Czasem przyjemność i radocha mijają, ale tylko na chwilę. Następny trening pokazuje jak bardzo to lubię, albo nawet kocham jak napisałem we wpisie.

  • Ewa

    Zgadzam się, tu nie ma celu w postaci osiągniętych parametrów. To ciągła praca nad sylwetką, która się nie kończy. I chyba to jest w tym najfajniejsze.

    • bart

      Pewnie, że tak. Może bywają tacy co stwierdzają w pewnym momencie „już wyglądam super i koniec z treningami”, ale jeszcze takiej osoby nie spotkałem. Fajne jest to, że aktywnie można spędzić czas i przy okazji poprawić swój wygląd, a przede wszystkim zdrowie.

Leave a Reply