Wyprowadziłem się nad morze

Wyprowadziłem się z Warszawy nad morze.

Zdarzyło się tak, że dostałem propozycję pracy nad morzem w branży nieruchomości jako zastępca administratora apartamentowca. Pracę którą miałem w Warszawie nie do końca kochałem, ale była fajna. Pracowałem jako konsultant helpdesk na słuchawce i odpowiadałem na maile. Po prawie dwóch latach odbierania telefonów jakoś byłem tym zmęczony. Do tego w nowej firmie obiecali więcej kasy z opcją na jeszcze więcej i służbowe mieszkanie tuż nad morzem.

W Warszawie cały życie mieszkałem z mamą, bo jakoś nie było okazji ani funduszy żeby się wyprowadzić na swoje. Wiadomo mieszkanie z mamą ma swoje plusy. Ugotuje, upierze, uprasuje, jest do kogo się odezwać, zjeść posiłek itp. Ale oczywiście są też minusy. Za ile wrócisz? Gdzie jedziesz? A po co jedziesz? itd. Przypominam, że ja mam 36 lat.
Tutaj jestem ponad 600 km od domu, ale wreszcie sam. Stwierdziłem, że tego potrzebuje takiej odmiany i zdecydowałem się podjąć tą pracę. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Zawsze mogę wrócić.

Złożyłem wypowiedzenie w aktualnej pracy i z końcem marca zakończyłem pracę jako konsultant helpdesk. A tu nagle z powodu zarazy zamknęli wszystko co zamknąć mogli. Mój apartamentowiec oczywiście też. Firma w której miałem być zatrudniony milczała. Cieszyłem się bezrobociem całe dwa dni i dostałem telefon od prezesa z informacją, że zaczynam prace od kwietnia i listę zadań jakie mam zrobić w domu. Kamień spadł mi z serca i zacząłem pracę na home office w nowej firmie.

Po miesiącu pracy w domu przed majówką dostałem telefon, że mam się stawić 4 maja w moim nowym miejscu pracy czyli nad morzem. Umówiłem się, że przyjadę 3 maja na miejsce. W majówkę powoli zacząłem pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy. Wcale tak mało tego nie wyszło, ale nie wiedziałem kiedy znowu odwiedzę Warszawę. W niedzielę wstałem, zapakowałem moje autko i wyruszyłem w podróż ku nowemu życiu. Życiu nad morzem. I to dosłownie.

Jechałem prawie 8 godzin. Moje auto nie należy do demonów prędkości, ale bez problemów dowiozło mnie na miejsce. Podróż zajęła mi prawie 8 godzin. Trochę tutaj daleko pomyślałem.

Na miejscu przywitał mnie mój nowy szef. Pokazał mi moje tymczasowe miejsce zamieszkania czyli niewielki apartament w jednym z budynków które będę administrował i zniknął na obiad. Wziąłem się za noszenie rzeczy z auta. Starałem się dużo nie brać, ale kilka toreb wyszło.

Mój apartament nie jest duży, ale dla jednej osoby wystarczający. Najbardziej cieszę się z tarasu na którym można usiąść zjeść posiłek czy wypić kawkę. W warszawie mam balon 1 x 1 m i zawsze marzyłem o takim tarasie. Największy minus mojego nowego mieszkania to brak pralki, ale mam w budynku pralnię co rozwiązuje sprawę.

Po chwili odpoczynku pierwsze moje kroki skierowałem na spacer nad morze.

Przeszedłem się nadmorską promenadą do centrum i wróciłem przez miasto żeby trochę rozejrzeć się gdzie co jest. Resztę wieczoru spędziłem odpoczywając i czekając na nowy dzień co wydarzy się w nowej pracy.

komentarze 2

Dodaj komentarz