Snowboard w Wiśle – dojazd

Co roku zimą nachodzi mnie myśl, żeby pojechać w góry pojeździć na snowboardzie. Ta zima nie była inna i też wpadła mi ta myśl do głowy. Niestety moi znajomi są raczej mało sportowi, więc nie szukałem nawet kompanów na wspólny wyjazd. Z drugiej strony te moje samotne wyjazdy wcale nie są takie złe. To mój czas na przewietrzenie głowy i przemyślenie różnych spraw. Wiadomo, że z kimś zawsze weselej.

Wymyśliłem sobie, że pojadę do Wisły. Nigdy tam nie byłem, a nie specjalnie lubię jeździć kilka razy w to samo miejsce. Na początku stycznia zarezerwowałem hotel i niecierpliwie czekałem na dzień wyjazdu. Dosłownie skreślałem każdy dzień w kalendarzu.

Wreszcie nastąpił upragniony dzień wyjazdu. Doba hotelowa zaczynała się od 17:00, więc nie spieszyło mi się z wyjazdem z Warszawy. Spakowałem sprzęt do auta i w drogę. Chciałem wyjechać po porannych korkach, więc specjalnie mi się nie spieszyło. Apropos pakowania to zawsze mam myśl , że jak wyjeżdżamy na kilka dni czy na dwa tygodnie to mamy podobną ilość bagażu. Do tego na deskę to jest masa ciuchów które zabierają dużo miejsca.

Dzień przed wyjazdem na Spotify wpadł mi podcast Krzysztofa Gonciarza. podcasty to fajna na samotne podróże. Człowiek zasłucha się i trasa szybko mija.

Oczywiście jak to u mnie nie mogło obyć się bez przygód. Tak się zasłuchałem, że na wylocie z Warszawy pomyliłem drogi i zamiast na Katowice to pojechałem na Kielce. Na szczęście nawigacja szybko naprawiła mój błąd i szybko znalazłem się na właściwej trasie czyli S8. Słońce czasem wyglądało zza chmur i generalnie jechało mi się bardzo dobrze. Z głośników leciał Krzysztof Gonciarz prowadzący rozmowy ze swoimi gośćmi, a ja jechałem sobie spokojnie 120-130 km/h na tempomacie pijąc kawę i zagryzając M&M`s sami. Tak. Dieta na urlopie nie działa.
Moja radość z fajnej drogi nie trwała długo ponieważ od Piotrkowa Trybunalskiego do Częstochowy trasa to jedna wielka budowa. W końcu byłem na urlopie , więc nawet korek nie był w stanie popsuć mi humoru. W międzyczasie zrobiłem postój na WC i ponowne przyklejenie zderzaka który mam sklejony na srebrną taśmę.

Moje auto troszkę posklejane na taśmę.

Z krótkim przystankiem w Katowicach i korkiem przed Wisłą około 17:30 dotarłem do hotelu. Przy meldunku zapytałem recepcjonistkę które stoki poleca na snowboard, ale nie potrafiła mi nic doradzić. Hotel nie wielki, ale czysty, a pokój okazał się być przestronny. Jedyne czego mi brakowało w pokoju to małej lodówki.

Coraz bliżej góry

Po rozpakowaniu się w hotelu postanowiłem pójść na spacer i coś zjeść. Już od dawna chodziła za mną pizza, ale z racji mojej redukcji w ostatnim czasie pizzerie omijałem szerokim łukiem, ale na urlopie zawsze sobie pozwalam na co mam ochotę.

Jadąc do hotelu minąłem z boku kilka knajpek, a że były w zasięg spaceru od hotelu, a ja miałem ochotę na piwo to spacer był idealnym rozwiązaniem. Drogę w Wiśle remontują, więc spacer był z przeszkodami i trochę po błocie. Po 10 minutach spaceru moim oczom ukazała się pizzeria. Ludzi było niewiele. W końcu to już poza sezonem do tego dzień tygodnia środa. Zamówiłem pizze z boczkiem, oscypkiem i kiełbasą i do tego piwo. Jak szaleć to szaleć.

Jedzonko 🙂

Popijając piwko w oczekiwaniu na pizze uświadomiłem sobie, że to mój drugi posiłek tego dnia. Po chwili doczekałem się mojej pizzy i zniknęła dość szybko tak samo jak wspomniane wcześniej piwko. Z pełnym brzuchem wróciłem do hotelu, wziąłem prysznic i poszedłem spać. Bardziej próbowałem zasnąć, bo coś ciężko mi było na żołądku po tej pizzy i piwie. W głowie układałem sobie plan gdzie pojadę na deskę następnego dnia.

Kolejne dni wypadu opiszę w kolejnym wpisie co by nie było za dużo czytania.

Dodaj komentarz