Asertywność

Asertywność to cecha charakteru która u mnie jest bardzo słabo wykształcona. Jestem miękki i nie potrafię odmawiać. W pracy mi to pomaga, a jeszcze bardziej zadowolony jest mój pracodawca natomiast w życiu prywatnym już nie koniecznie mi to pomaga.

I tak przytoczę dwa przykłady w ostatnich kilku dni.

Dzwoni do mnie koleżanka z innej inwestycji i pyta

„Nie będziesz przypadkiem na mieście?”.

Odpowiadam „Nie, nie będę, a co trzeba?”

„A bo jakbyś był to byś mi kupił fajki”

Mówię „Jak będę przejazdem w okolicy to Ci kupię i podrzucę”.

Na tym rozmowę zakończyliśmy. Akurat tego dnia nie nie miałem już nic do załatwienia na mieście, więc zapomniałem o rozmowie. Przecież nie będę rzucał wszystkiego, bo nie kobita sobie nie kupiła fajek jadąc do pracy i nie ma czego palić. Normalnie to bym wsiadł w auto i pojechał jej po te fajki, ale pomyślałem, że nie ma takiej opcji. W ogóle dla mnie jak ktoś pali i wie, że będzie w pracy i nie da rady kupić sobie fajek będąc w pracy to już jego problem.

Druga historia jest trochę śmieszna.

Siedziałem sobie wieczorem w domu. Nie ogarnięty po treningu kończyłem gotować posiłki na najbliższe dni. Dzwoni kumpel notabene mój podwładny z pracy. Nie żebym się wywyższał, bo tego nie lubię, ale taka jest hierarchia we firmie, że ja zarządzam jego robotą, a nie na odwrót. Pożyczałem mu kask motocyklowy również bardzo niechętnie, bo kask traktuję jak rzecz osobistą. Z bólem serca wreszcie mu go pożyczyłem, bo miał zabrać nową „koleżankę” na przejażdżkę. Myślałem, że dzwoni żeby podzielić się wrażeniami po wycieczce z „koleżanką”, a on mnie się pyta:

– Co robisz?

– Kończę gotować obiad i muszę ogarnąć się po treningu

– A ile Ci się zejdzie?

– Ze 20 minut

– A nie podrzuciłbyś nas do (tutaj pada nazwa wioski obok mojej wioski)

– Nie, nie ma szans. Już nie planuję wychodzenia z mieszkania, a na pewno jazdy samochodem. Sorry, ale musisz poszukać sobie innego transportu.

Jeszcze zapytałem czy wycieczka była udana, on powiedział, że tak i na tym zakończyliśmy rozmowę.

Przez chwilę po zakończeniu rozmowy miałem wyrzuty sumienia, że go nie odwiozę. Taki jestem. Ale później myślę sobie „Dlaczego?”, „Z jakiej racji?”.

Wyobraźcie sobie sytuację. Kręcę się po mieszkaniu spocony, lekko zmęczony po treningu w samych gaciach i nagle dostaję taki telefon. Nie raz i nie dwa pomagałem temu kumplowi w innych sytuacjach dużo gorszych. Po prostu rzucałem wszystko i jechałem mu pomóc. Jak ja potrzebowałem pomocy przy przeprowadzce to akurat miał córkę w domu, albo był zajęty i akurat wtedy nie miał czasu. Pewnie wypili sobie po kilka piwek i szukali jelenia żeby ich odwiózł.

Swoją drogą jak ja gdzieś idę na piwo to w koszty kalkuluję powrót do domu z buta, albo do piwa doliczam cenę taxi, a nie piję piwo i myślę jak wrócić do domu i dzwonię po znajomych. Moja teoria o piwkach potwierdziła się kolejnego dnia jak tylko przyszedłem do pracy. Być może moje podejście jest dziwne, ale po prostu tak mam. Lubię komuś pomagać i często jestem bezinteresowny, ale kurczę bez przesady. Bądźcie asertywni!

Leave a Reply